piątek, 27 czerwca 2008

 

... ten wypiek pojawił się już chyba na każdym kulinarnym blogu, i na każdym z nich fotograficzna dokumentacja utwierdzała mnie w przekonaniu, że warto spróbować samemu. Na przepis ten wpadłam jednak dużo wcześniej, zaglądając do książki "Dania z anegdotą" Hanny Szymanderskiej. Swoją drogą gorąco polecam przeczytanie całej publikacji!

Jak donosi Hanna Szymanderska, Anna Pawłowa była rosyjską tancerką polskiego pochodzenia. Nie ma zgodności co do genezy tortu słynnej primabaleriny. Jedna z opowieści mówi, że powstał on na cześć tancerki w Nowej Zelandii lub Australii (w obu tych krajach do dziś to jeden z najbardziej popularnych deserów). Druga, że sama gwiazda sceny stworzyła recepturę ciasta, które miało uświetnić zakończenie jej występów. Bez wątpienia jednak tort oddaje zwiewność i lekkość tancerki, o raz jej piękno... o czym świadczy zupełnie nieukryty urok ciasta :) Od pierwszego spojrzenia wiadomo, że beza Pawłowej  jest bardzo apetyczna!


Beza Pawłowej
4 białka
szklanka cukru
łyżka octu (ja dałam jabłkowego, ale w przepisie znalazł się winny)
łyżka mąki ziemniaczanej
łyżka bardzo zimnej wody
200 ml śmietany kremówki
2 łyżki cukru pudru
owoce do dekoracji

Z białek i cukru ubić pianę na sztywno. Czasem zdarza się, że piana wcale nie ma ochoty zesztywnieć, wtedy radzę dodać szczyptę soli. Do piany dodać mąkę i chwilę jeszcze ubijać. Na koniec dodać ocet i wodę i starannie, ale delikatnie wymieszać. Gotową masę ułożyć na tortownicy o średnicy 22-24cm. Piec w piekarniku o temp 150st. przez 60-75 minut. Ostudzić. Z kremówki i cukru pudru ubić bitą śmietanę, wyłożyć na bezę i udekorować owocami. Przed podaniem trzymać w lodówce.

wtorek, 24 czerwca 2008

 

Nie wiem czy wypiek inny niż drożdżowy może dostarczyć tak wielu emocji w przygotowaniu i pieczeniu. Ja mam zawsze cykora czy wszystko się uda, nawet gdy trzymam się przepisu;) I tym razem nie obyło się bez małych przygód- w przepisie nie wspomniano o mleku, kiedy ja sobie o nim przypomniałam było już trochę późno więc gdyby nie robot kuchenny, który zagniótł zbrejone ciasto nie byłoby o czym dziś pisać. Zakalec nie śpi, czujność musi być! :)

Efekty są ... imponujące! Gorąco polecam (poprawiony) przepis na bułeczki drożdżowe z książki Ireny Gumowskiej "Pieczenie ciast i ciasteczek"

Bułeczki drożdżowe

szklanka mleka
50g świeżych drożdży
4 żółtka
50g cukru
0,5kg mąki
60g margaryny
1 jajko

kruszonka:

50g margaryny
50g mąki
50g cukru
---> wszystkie składniki połączyć, wstawić do lodówki.

nadzienie:
marmolada jabłkowa, przekrojone na pół truskawki albo co się chce!

Przygotować rozczyn z drożdży: w 1/3 ciepłego mleka rozprowadzić drożdże, łyżeczkę cukru i łyżkę mąki. Pozostawić w suchym, ciepłym miejscu do wyrośnięcia (5-10 min). Żółtka utrzeć z cukrem. Na stolnicę wysypać mąkę (najlepiej wcześniej przesianą), zrobić zagłębienie, do którego wlać rozczyn drożdżowy i jajka z cukrem i dokładnie połączyć składniki. Dodać następnie roztopiony tłuszcz i wyrobić ciasto. odstawić do wyrośnięcia. Gdy masa podwoi objętość, wysypać trochę mąki na stolnicę, rozwałkować ciasto na grubość ok 1,5 cm, wykroić kółka o średnicy 6-8 cm. Pozostawić na chwile do wyrośnięcia.

 

Następnie zrobić zagłębienie w środku każdego kółka i umieścić nadzienie. Na koniec pokruszyć kruszonkę i posmarować rozmąconym jajkiem. Wstawić do nagrzanego piekarnika na 15 min- piec w temperaturze175 st. w trybie termoobieg. Przy pieczeniu "góra-dół" 20 min w temp 200st (oba sprawdzone ;))

W sumie wyszło ok. 25 ciastek (piekłam na 3 tury ). Ale to i tak za mało ;) Dlatego przymierzam się do wersji z innymi ciekawymi nadzieniami!

niedziela, 01 czerwca 2008

Witam serdecznie po długachnej przerwie. Co ciekawe, pomimo tego że na moim blogu od ponad półtora miesiąca nie ukazał się żaden wpis to i tak statystyki na tym nie ucierpiały, czyli czasem ktoś tu jeszcze zaglądał :)

Okres wytężonej pracy naukowej (tak tak ostatnie słowo doskonale tu pasuje!) spowodował, że wałek zastąpiłam długopisem a papier do pieczenia takim do pisania. Efekty bardzo słodkie;) wiem że brzmi to dość tajemniczo, ale o szczegółach wkrótce. Brak gotowania i pieczenia nie spowodował jednak że moje zainteresowania kuchenne odeszły w niepamięć. Ten czas wykorzystałam na szpiegowanie innych kucharek i kucharzy internetowych... (sic!) robiłam to głównie nocami i podglądałam ciekawe przepisy, dzięki czemu zbiór pomysłów z półki "za co się zabiorę jak skończę to co muszę;)" zapełniał się kolejnymi pozycjami. Takimi, jak ta dzisiejsza!

Czy ktoś może pamięta wspaniały skecz kabaretu TEY z facetem, który nie wymawia R tylko J? Dziś właśnie będzie JabaJbaJowo:) czyli o tym, jak upiec muffiny z rabarbarem: ---> przepis podejrzany u Dorotus
http://mojewypieki.blox.pl/2007/04/Muffiny-rabarbarowe.html
a zrobione (prawie) tak samo jak u niej.

Muffiny z rabarbarem i włoskimi orzechami:

1 szklanka cukru
1/3 szklanki oleju
1 jajko
1 szklanka jogurtu naturalnego
200g rabarbaru
1/2 szklanki włoskich orzechów (łuskanych, posiekanych)
2 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody

Jak zwykle przy muffinach (decyduję się jednak na pisownię mniej spolszczoną... czyli 2xF) nie ma tak wiele pracy :) Rabarbar po umyciu i obraniu trzeba pokroić w kosteczkę.Następnie połączyć z cukrem i orzechami a na koniec dodać sypkie i wymieszać tak wcale nie za dokładnie. Przelać do papierków w muffinowej foremce. Piec 30 minut w temperaturze 190 st.C
Masy wyszło mi dużo, więc piekłam na dwa razy - w sumie wyszło ich 16 ale myślę że pieczenie 12 większych też dałoby radę, tylko trzeba wtedy trochę dłużej.

Zachęcam do próbowania przepisu a tych co je próbowali do składania komentarzy ;)

środa, 16 kwietnia 2008

Przysmarkało mnie na dobre wiosenne przesilenie. Ze zbioru moich ogólnych narzekań na temat przeziębienia, najbardziej doskwiera to że gdy gardło pali, nos się zatyka... traci się w dużej mierze smak jedzenia. I robi się dodatkowo gorzej takiemu łasuchowi jak ja. Z doświadczenia wiem że najlepiej działa zupa:) Więc gdy w końcu trochę mi się "chciało" zabrałam się za pieczarkową.Na fotki zabrakło mi weny, ale warto uwierzyć na słowo- zupa wygląda apetycznie, a co ważniejsze jest prosta i smaczna. Choć to że smakuje nie do końca jest dobre... bo następnego dnia zupy już nie było;)
- Tadziu- na twoją prośbę przepis na moją zupę!

I pamiętaj- Pieczarkowym (zupowym) skrytożercom mówimy NIE! :)

przepis na zupę pieczarkową (o właściwościach leczniczych)
40 dag pieczarek- umytych i pokrojonych w grube plasterki
1 cebula średniej wielkości
dwie średniej wielkości marchewki
1 pietruszka
ew. kawałek pora

2 płaskie łyżeczki vegety
olej
pół szklanki śmietany do zup
płaska łyżka mąki
woda ok 4-5 szklanek

Wodę z vegetą zagotować. Na wrzątek wrzucić uprzednio umyte i pokrojone: marchewki, pietruszkę i ewentualnie por i stale gotować. Na patelni przeszklić pokrojoną w gruba kostkę cebulę. Przesmażoną cebulę przełożyć do naczynia, na patelni przesmażyć teraz pokrojone w plasterki pieczarki. Gdy zmienią już kolor na ciemniejszy, zmiejszyć ogień, dodać cebulę i dusić ok dwóch minut pod przykrywką. Następnie całość dodać do zupy. Łyżkę mąki rozrobić w małej ilości wody i dodać do zupy, starannie wymieszać. Gotować ok. 10 minut po dodaniu mąki. Na koniec dodać śmietanę, uważając żeby się nie zważyła i starannie wymieszać. Po dolaniu śmietany już nie gotować. Podawać z makaronem lub chlebem. W razie potrzeby doprawić pieprzem i solą do smaku.

wtorek, 08 kwietnia 2008

Zebrało mi się na niepisanie. Poprzez podejście typu nic-mi-nie-wychodzi ( i to  na dodatek w okresie wypiekowym wielkanocnym) i nic-mi-się-nie-chce dotarłam jednak w końcu do stanu jutro-napewno-coś-napiszę. I.... O! W końcu się sprawdziło! Zachęcona serdecznym przyjęciem szarlotek z mufinowej formy... przygotowałam wersję sernikową. Przy okazji- Abbro, przepraszam za taki poślizg w odpowiedzi na Twoje pytanie!

Sernikowe niezłe babeczki- przepis na 12 sztuk:)

pół kilograma sera mielonego do wypieków
3/4 szklanki cukru
2 łyżki stopionego masła
3 jajka
czubata łyżeczka budyniu śmietankowego w proszku (albo mąki ziemniaczanej)
garść sparzonych rodzynek.

Nastawić piekarnik na termoobieg, temp. 180 stopni (jeśli piekarnik nie ma takiej funkcji to na 200stopni góra-dół). Oddzielić białka od żółtek. Przy pomocy miksera utrzeć żółtka z cukrem (zostawić jedną łyżkę cukru do bicia piany później). Dołączyć biały mielony ser, budyń w proszku oraz stopione letnie masło i dalej miksować. Dodać rodzynki i wymieszać. Z białek i łyżki cukru ubić pianę, stopniowo dodawać do wcześniej zmiksowanej masy i mieszać metalową łyżką. Masę przelać do foremek. Piec min 45 minut, jeśli widać że babeczki za bardzo się przypiekają mozna je zasłonić papierem do pieczenia. Aby sprawdzić czy ciastka są gotowe najlepiej sprawdzić wykałaczką. Ciasto będzie napewno mokre, ale nie powinno zostawiać grudek na patyczku gdy już jest upieczone. Po wyłączeniu piekarnika trzymać ciastka w środku jeszcze przez 15 minut. A potem... już tylko życzę smacznego:)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10